To już dzisiaj. Obudziłam się bardzo wcześnie. Zjadłam śniadanie. I szwendałam się po domu, sama nie wiedząc co robić. W końcu postanowiłam odpalić Simsy i tak zleciało mi kilka godzin. Po obiedzie wzięłam szybki prysznic, i zaczęłam przygotowywać się do spotkania. Byłam ubrana w szare jeansy, łososiowy sweterek, czarne kozaki, granatową kurtkę zimową, a na ramieniu miałam czarną torbę. Włosy miałam spięte w koczka, i bardzo lekki makijaż. Brat podwiózł mnie pod pizzerie. Wysiadłam z samochodu. Pierwszy raz wyszłam gdzieś bez kuli, więc poruszałam się bardzo ostrożnie i powoli. Poczułam przyjemne ciepło, oraz zapach pizzy, gdy weszłam do środka. On już tam był. Siedział przy najbardziej oddalonym stoliku, i uśmiechał się do mnie. Trochę się speszyłam. Podeszłam do stolika. Wojtek przywitał się ze mną, po czym pomógł mi usiąść. Mimo że siedziałam tyłem do większości osób, czułam na sobie ich spojrzenia. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy, aż w końcu Włodi zapytał:
- Bierzemy coś do jedzenia czy tylko kawa?
- Ja z chęcią napije się kawy i zjem szarlotkę.
Siatkarz wstał i zamówił dwie kawy, i dwie szarlotki. Był ubrany w zwykłe jeansy, białą koszulkę, na to rozpiętą niebiesko-granatową koszulę, a na krześle leżała skórzana kurtka. Był taki przystojny. Ten śliczny uśmiech i oczy. Chyba się zakochałam, dobra ale czas wrócić na ziemię. Siedzieliśmy już oboje przy stoliku.
- Dziękuje, że zaproponowałaś to spotkanie to dla mnie bardzo ważne. - Zaczął niepewnie Wojtek.
- To ja dziękuje. Ale czemu akurat ja? - To pytanie strasznie mnie nurtowało.
- Bo..... Sam nie wiem. Po prostu wpadłaś mi w oko. - odpowiedział, uśmiechając się.
Przynieśli nam nasz zamówienie. Podczas konsumowania opowiadaliśmy sobie o naszych historiach, zainteresowaniach, planach, marzeniach.
- Przepraszam na chwilę - przeprosiłam siatkarza i wstałam, aby pójść do toalety. Nagle znów poczułam bardzo silny ból w kolanie. Upadłam na podłogę, trzymając się za kolano. Włodi zerwał się z siedzenia.
-Nel. Co jest? Trzymaj się. - rzekł do mnie czule, a za chwilę krzyknął do gapiów - Niech ktoś zadzwoni po tą cholerną karetkę!
Ktoś się zreflektował i zadzwonił. Zaczęły mi lecieć łzy. Nie mogłam nad tym zapanować.
- Ej mała nie płacz. Spokojnie damy radę. - mówił Wojtek ocierając mi łzy. Dopiero później uświadomiłam sobie że powiedział "damy" a nie "dasz". Karetka przyjechała dość szybko. On w pośpiechu zabrał nasze rzeczy i wsiadł razem ze mną do karetki. W czasie drogi słyszałam że zadzwonił do mojej mamy, aby jej przekazać że jedziemy do szpitala. Później zasłabłam. Obudziłam się dopiero na SOR'ze. Obok łóżka siedziała zapłakana mama. Z drugiej strony siedział Wojtek.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To jak wam się podoba kolejna część? Za wszelkie błędy przepraszam,
jestem tylko człowiekiem. Jeśli możecie, to napiszcie wasze subiektywne
opinie w komentarzu. Zapraszam do ankiety, która jest po prawej stronie
;)
Chciałabym serdecznie podziękować stronce:
https://www.facebook.com/pages/Siatk%C3%B3wka-jest-bowiem-zacnym-sportem-Milordzie-/208270342641466
za wypromowanie mnie :D
Mała :D
no kurcze, noo.. co to się dzieje ;oo
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny i zapraszam na Wojtka do mnie ;)
Coraz ciekawiej :D Super nie mogę się doczekać następnego :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba ;-) czekam na kolejny rozdział ;-)
OdpowiedzUsuńZapraszam na moje wspomnienia ;-)
zyje-chwila-ktora-warto-zyc.blogspot.com